Blog Krzysztofa Brejnaka
 Oceń wpis
   

Przed chwilą usłyszałem w "niezawodnym" radiu TOK FM, że przyczyna dzisiejszych wzrostów na światowych giełdach powinna wprawić w zakłopotanie zwolenników wolnego rynku. Dlaczego? Ano, bo panika została przecież zażegnana przez wspólną interwencję banków centralnych. Jakby tego było mało, dziennikarz z uśmiechem, jak mniemam, na ustach poinformował nas o stanowisku amerykańskiego rządu. Brzmi ono następująco: kosztowne dla podatników operacje "ratowania" znajdujących się na krawędzi bankructwa firm i tak są mniejszym złem w porównaniu do kryzysu, który by nastąpił gdyby takich działań zaniechano.

Moje oczekiwania (choć i tak skromne) względem reakcji działów ekonomicznych w polskich mediach były jednak dotąd większe niż mniemanie amerykańskiego rządu o inteligencji swoich obywateli. No bo ja przecież nie wymagam żeby byle dziennikarzyna znał rzeczywiste przyczyny kryzysu i wiedział, że mają one z wolnym rynkiem tyle wspólnego co z zeszłorocznym śniegiem. Nie wymagam, żeby wiedział czym skutkuje ekspansywna polityka banku centralnego. Chciałbym jedynie, aby choć przez chwilę zastanowił się, co wygaduje. Czy tak trudno, nawet będąc ekonomicznym analfabetą, zrozumieć, że łagodzenie kryzysu w ten sposób czyni go bardziej prawdopodobnym w przyszłości?

A wracając do samego kryzysu... nietrudno przewidzieć, co będzie dalej. Wall Street nadal może się czuć bezpiecznie i robić co chce, bo przecież w razie czego rząd zawsze poda pomocna dłoń. Oczywiście tak dobrze jak wcześniej już nie będzie, bo państwo znowu zdobędzie trochę więcej władzy. Jakoś przecież trzeba uregulować system, który zawiódł. Zaroi się zatem od nowych rządowych nadzorców, kontrolerów i tego typu pajaców. Obywatele przez przez chwilę znowu poczują się bezpiecznie, bo dobry rząd weźmie sprawę w swoje ręce, zakaże pewnych praktyk i zaostrzy kryteria kredytowania, itp.. Wszystko będzie na powrót fajnie. Rząd się umocni, wielkie korporacje otrzymają dofinansowanie, tylko prości obywatele jak zwykle zostaną nabici w butelkę. A za parę lat zabawa zacznie się od początku, bo bankierzy znają przecież więcej sztuczek niż małpy w cyrku. Inżynieria finansowa skonstruuje nowe produkty, które pozwolą ominąć wcześniej nałożone ograniczenia, a wtedy ekspansja kredytowa rozleje się ponownie szerokim strumieniem prowadząc nieuchronnie do kolejnego kryzysu. Czyli hulaj dusza piekła nie ma, przecież i tak w razie wpadki rząd znowu dopomoże...

 
 Oceń wpis
   

Jak daleko potrafią się posunąć lewicowi ekstremiści na drodze do realizacji swojej utopijnej wizji społeczeństwa? Zbrodnicze reżimy komunistyczne udowodniły, że taka granica praktycznie nie istnieje. Wielu dzisiejszych socjalistów odcina się jednak od dziedzictwa opresyjnego komunizmu w imię hasła: Socjalizm tak! Wypaczenia nie! Chętnie posługują się natomiast przykładem przyjaznego i łagodnego państwa opiekuńczego czyli tak zwanego modelu szwedzkiego. Zobaczmy jak ta „opiekuńczość” wyglądała w praktyce…

Doktryny rasistowskie zostały rozwinięte na terytorium Szwecji przez ideologicznych szefów socjaldemokracji Alvę i Gunnara Myrdalów, gorących zwolenników higieny rasowej i sterylizacji osobników „niepełnowartościowych”. Sterylizacja była praktykowana w Szwecji do roku 1975. Pod płaszczykiem naukowym wykastrowano z powodów rasowo-biologicznych ponad 63 000 osób, głownie dzieci. W wątpliwych wypadkach zadowalano się połowiczną kastracją, poprzez odcięcie tylko jednego jądra, aby „zmniejszyć przyszły popęd seksualny”. Ponieważ idee te nie były importowane z III Rzeszy, lecz były produktem krajowym, można je było w Szwecji rozwijać i upowszechniać jeszcze trzydzieści lat po upadku faszyzmu. (fragment książki "Socjaldemokratyczny Park")

Twórcami szwedzkiej eugeniki było małżeństwo Myrdalów, które wydało w latach 30-tych książkę postulującą szeroko zakrojoną akcję sterylizacji osobników „nieprzystosowanych do społeczeństwa”. Kto decydował o „nieprzystosowaniu”? – oczywiście państwo, wedle swojego uznania.

Gunnar Myrdal cieszy się do dziś w Szwecji olbrzymim uznaniem. W 1974 roku została mu nawet przyznana Nagroda Nobla w dziedzinie ekonomi, którą otrzymał wraz z… Fryderykiem Augustem von Hayekiem…

Jego żona, Alva Myrdal, została uhonorowana pokojową (sic!) Nagrodą Nobla w 1982 roku.

Czyż nie pięknie się urządziła czerwona mafia?

 
 Oceń wpis
   

Kilka anegdotek ilustrujących jakim to wesołym krajem jest Szwecja…

W latach 1960-1961 z okrętu na Bałtyku nadawało szwedzkie „Radio Nord”. Czyżby był to dziwaczny pomysł jakiegoś ekscentrycznego Szweda? Bynajmniej. Mało kto zdaje sobie sprawę, że w owym czasie panował w Szwecji monopol radiowo-telewizyjny. Niezależna radiostacja, która emitowała sygnał w wód międzynarodowych stała się solą w oku rządzących socjalistów. Natychmiast wprowadzili oni zakaz zaopatrywania statku drogą morską. Uparci radiowcy zorganizowali jednak transport lotniczy. Wtedy zakazano również tej możliwości. Gdy i to nie pomogło zaczęto się uciekać do represji wobec firm reklamujących się w "Radiu Nord", co niestety okazało się w końcu skuteczne.

Monopol państwa na medialną indoktrynacją przełamał dopiero rozwój telewizji satelitarnej w latach 80-tych. Nagle społeczeństwo szwedzkie uzyskało dostęp do zagranicznych stacji, które nie podlegały centralnej cenzurze. Jeżeli jednak komuś się wydaje, że socjaliści zamierzali przejść nad tym do porządku dziennego – jest w grubym błędzie. Socjalistyczny Związek Kobiet wystąpił z projektem wprowadzenia zakazu posiadania anten satelitarnych. Tym razem inicjatywa spaliła na panewce, ale szwedzkie feministki i tak mają na swoim koncie spore sukcesy. Kiedyś wystąpiły przeciwko billboardom reklamującym biustonosze. Zgadnijcie Państwo co im tak przeszkadzało? Nie, tym razem nie chodziło „poniżanie” ani „uprzedmiotawianie” kobiet. Powód był inny. Feministki oprotestowały pokazywanie tylko środkowej części ciała kobiety, ponieważ… może się to kojarzyć z morderstwem poprzez odcięcie członków ciała.

Jak to się przeważnie zdarza, także i tym razem szwedzka rewolucja socjalistyczna pożarła własne dzieci. Ba! Można nawet powiedzieć, że zjadła swój ogon i doszła do głowy. Znany jest przypadek sławnej pisarki Astrid Lindgren, która przez całe życie należała do partii socjaldemokratycznej. Z okazji przyznania jej nagrody literackiej w 1976 roku została obłożona rekordowym podarkiem 102%, dzięki czemu mogła posmakować słynnej opiekuńczości „państwa dobrobytu” na własnej skórze.

Ponieważ jestem świeżo po lekturze książki Socjaldemokratyczny Park oraz kilku artykułów o szwedzkim modelu społeczno-gospodarczym, zamierzam pociągnąć ten temat trochę dłużej. Już wkrótce dalszy ciąg szwedzkich absurdów.

 
 Oceń wpis
   

Grasz w grę komputerową? Zapłać podatek od wirtualnych dochodów uzyskiwanych w tej grze!yle="border: 1px solid rgb(221, 221, 221); padding: 8px ! important; margin-left: 8px;" id="Internetowi gracze powinni sie przygotować na solidne uderzenie po kieszeni" title="Internetowi gracze powinni sie przygotować na solidne uderzenie po kieszeni" dir="ltr" alt="Internetowi gracze powinni sie przygotować na solidne uderzenie po kieszeni" src="http://www.alave.cz/_imgs/world-of-warcraft:3277" />

Czy to bredzenie wariata? Bynajmniej. Jak donosi dzisiejszy "Puls Biznesu", powyższy postulat jest poważnie rozpatrywany przez amerykański kongres. Podatek ma dotyczyć takich internetowych społeczności jak World of Warcraft. Jedyny problem, którego dopatrzyli się deputowani to trudność z przeliczeniem wirtualnych pieniędzy na realne dolary, ponieważ w odróżnieniu od dochodów, podatki wirtualne nie będą.

yle="">Alexis de Tocqueville stwierdził kiedyś, że yle="">nie ma takiego okrucieństwa, ani yle="">takiej niegodziwości, yle="">której nie popełniłby yle="">skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy.

Jedyny komentarz, jaki przychodzi mi do głowy na określenie tego szaleństwa to:
Nie ma takiej granicy absurdu i obłudy, której nie przekroczyłby rząd, kiedy chce więcej pieniędzy.

 
 Oceń wpis
   
Na stronie polskiego Instytutu Misesa ukazał się mój wywiad, który przeprowadziłem z Mateuszem Machajem, fundatorem instytutu. Zachęcam do lektury.
 
Dylemat prezesa 2006-12-14 15:49
 Oceń wpis
   

Prezydent wyznaczył kandydata na stanowisko prezesa banku centralnego. Nazwisko mało znane, nikomu nic za bardzo nie mówi. Jednakże, jednym z najczęściej powtarzanych komentarzy przy tej okazji jest to, że potencjalny prezes będzie przykładał większą wagę do wzrostu gospodarczego niż do "zwalczania" inflacji. Ponieważ sprawa pojawia się niemal za każdym razem przy dyskusji nad polityką pieniężną, wyjaśnijmy o co chodzi. Pozostawiam na boku pytanie, czy bank centralny w ogóle kiedykolwiek zwalcza inflację...

Dawno temu, za siedmioma rzekami, w Wielkiej Brytanii żył sobie pewien lord, któremu znudziło się lordowanie i postanowił zająć się ekonomią. Napisał wiekopomne dzieło, w którym przedstawił ponury obraz gospodarki targanej nieustannymi kryzysami. Wszytko dlatego, że ludzie działają bez zastanowienia poddając się "zwierzęcym instynktom". Ale jak przystało na prawdziwego naukowca, John Maynard Keynes, bo tak się nazywa nasz bohater, znalazł radę na tę bolączkę. Państwo powinno stabilizować gospodarkę poprzez politykę fiskalna i monetarną - zarekomendował.

Co ważne, z całej tej teorii wynikało, że istnieje wymienność pomiędzy tempem wzrostu gospodarczego a stopą inflacji. Państwo może na przykład wpompować do gospodarki dużo pieniądza, co spowoduje, co prawda, inflację, ale napędzi wzrost PKB. Nawet Keynes przyznawał, że tego typu manipulacje działają tylko w krótkim okresie, ale kto by tam się przejmował długą perspektywą. W końcu "w długim okresie, wszyscy będziemy martwi" - zwykł mawiać.

Dzisiaj już nikt rozsądny w te bajki nie wierzy. Wiadomo, że nawet krótkookresowy wzrost spowodowany zwiększeniem ilości pieniądza w obiegu (za co odpowiedzialny jest bank centralny) jest pseudo-wzrostem bo odbywa się poprzez zniekształcenie naturalnego poziomu stopy procentowej. Innymi słowy, wzrost aktywności gospodarczej jest wzrostem nakierowanym na złe inwestycje, co udowodnili do spółki Mises i Hayek. Im więcej nowego, pustego pieniądza (czyli im niższe stopy procentowe w porównaniu do stopy naturalnej), tym więcej złych inwestycji.

Nie ma więc żadnej wymienności pomiędzy inflacją a wzrostem gospodarczym. Polityka banku centralnego mająca na celu "popędzanie" gospodarki kosztem wysokiej inflacji skończy się kryzysem tym większym, im dłużej i intensywniej owo "popędzanie" będzie się odbywało.

 
Koczowisko dekadencji 2006-12-13 02:33
 Oceń wpis
   
Ruszyło pierwsze wolnorynkowe radio pod jakże wdzięczną nazwą "Koczowisko dekadencji". Co prawda, na razie tylko w internecie i tylko przez godzinę dziennie, ale i tak jest się z czego cieszyć.

W przedsięwzięcie zaangażowali się Marcin Hugo Kosiński, twórca Korespondent.pl, oraz Martin Lechowicz. Chłopaki na zmianę prowadzą audycje i moim zdaniem radzą sobie całkiem nieźle. Szczegóły na stronie www.koczowisko.pl/ gdzie można równiez posłuchać archiwalnych podcastów.
 
Polska jest kobietą 2006-12-07 15:40
 Oceń wpis
   
Polska nie może być republiką alkoholików, gdzie pijak jest uprzywilejowany, bo ma robione liczne badania za darmo i to natychmiast po zabraniu go spod płota - twierdzi Manuela Gretkowska w dzisiejszym wywiadzie dla Dziennika, zapowiadając utworzenie nowej partii. Zdanie, pod którym podpisałby się każdy liberał. Czyżby Gretkowska, niegdyś wojująca feministka, w sposób cudowny zmieniła poglądy kierując swoją krytykę pod adresem państwa opiekuńczego?

Niestety, wypowiedź dla portalu dziennik.pl rozwiewa wszelkie wątpliwości. Pani Manuela owszem nie chce uprzywilejowania alkoholików, chce po prostu "darmowych" badań dla każdego, a szczególnie dla kobiet, co sugeruje sztandarowe hasło Polska jest kobietą. Program nowego ugrupowania jest krótki i treściwy: chcemy wyrównania płac, chcemy edukacji seksualnej, refundacji środków antykoncepcyjnych i mozliwości samostanowienia o planowaniu rodzin. Powstaje więc koleja partia interesu mająca na celu wyłudzenie pieniędzy z budżetu oraz narzucenie bezsensownych regulacji krępujących gospodarkę.

Ponieważ postulat "wyrównania płac" wydaje się nadzwyczaj "ciekawy", warto przy okazji przypomnieć w jaki sposób kształtują się płace w gospodarce rynkowej. Otóż zależą one generalnie od produktywności pracy. Jeżeli pracownik jest wynagradzany poniżej swojej produktywności, konkurencyjnemu pracodawcy opłaca się go podkupić, płacąc nieco więcej. Dzięki powyższemu mechanizmowi żaden pracownik nie jest przez dłuższy czas opłacany poniżej wartości jaką konsumenci przypisują jego pracy.

Jest zatem oczywiste, że "wyrównanie płac" jako postulat polityczny nie ma najmniejszego sensu, gdyż jedynym możliwym sposobem na podwyżkę jest poprawa wydajności pracy. "Alternatywą" pozostają potworki prawne ustawowo regulujące wysokość wynagrodzeń i prowadzące do masowego bezrobocia. Gdyby pani Gretkowska była poważna, to zdawałaby sobie z tego sprawę. Ale co tam, "Major" Frydrych się cieszy - będzie miał z kim wygrywać.
 
Po co ten blog 2006-12-07 00:40
 Oceń wpis
   
No cóż, czasem mam nieodpartą ochotę skomentować coś na forum publicznym. Po to ten blog. Poza tym łudzę się naiwnie, że komus będzie się chciało to czytać... ;-)
Tagi: freeman
 


Najnowsze komentarze
 
2010-01-09 15:35
pawel-l do wpisu:
Hulaj dusza piekła nie ma...
Szkoda że tak mało ludzi to rozumie pzdr
 
2008-03-16 23:46
Benek Z do wpisu:
Polska jest kobietą
Kobiety nie tylko nie mogą być niedoopłacane w gospodarce rynkowej ale nawet wiadomo jakie są[...]
 
2007-04-28 17:41
kreska do wpisu:
Polska jest kobietą
Faceci ;] No comments ;]
 



 
Jestem wolnorynkowcem po prostu...
 



Kategorie Bloga




Archiwum Bloga
 
Rok 2008
 
Rok 2007
 
Rok 2006